- Pływałem na tym kutrze ale każdego
„— Pływałem na tym kutrze, ale każdego dnia czułem, że się duszę. Codziennie jedno i to samo, te ryby zaczęły mnie męczyć. Były chwile, że chciałem krzyczeć — ja chcę zyć! To pragnienie życia było silniejsze od tego co robiłem. Musiałem zostawić kuter, gdyż było we mnie coś takiego mocnego, co mnie rozsadzało. Koledzy mówili „Jurek, chciałbym być zbudowany .tak jak ty!", „Jurek chciałbym się tak podobać dziewczynom, jak ty!". To mnie mobilizowało do czegoś mocniejszego. Potem w domu zaczęło się wszystko psuć, nie wiem czy z winy ojca, czy matki. Wreszcie ojciec zmarł, zaczęły się awantury z matką. W tym momencie skończył się mój dom, który zawsze chciałem kojarzyć z ciepłem rodzinnym, z uczuciem. Gdy straciłem ojca, to zabrakło mi kogoś, kto kierowałby mną. Dlatego wszystko to zostawiłem, gdyż chciałem mieć coś własnego.
W poszukiwaniu tego „własnego" — po obrabowaniu kelnerki z „Bursztynowej" — trochę dziwacznie ubrany w damskie ciuchy, Jerzy Kalibabka wsiadł do czerwonego autobusu i pojechał na przystań promową w Świnoujściu. Tam też rozstawił swe sieci, licząc na jakąś bogatą cudzoziemkę. Wpadły mu równocześnie aż dwie.
Były to Niemki, jedna miała 24, druga 18 lat. Przyjechały z bratem, który miał audi. Braciszek samochodem pojechał dalej, do Warszawy, gdzie miał załatwić jakieś ważne sprawy, natomiast siostrzyczki chciały przez ten czas wypocząć nad polskim morzem. Już pierwszego dnia Kalibabka zajął się młodszą i do późnych godzin wieczornych przebywali razem na plaży. Potem obydwoje zjawili się w hotelu, gdzie siostra już spała. Narobiła tyle hałasu, że obudziła się i też do niego przyszła.“(3)
<<<< 2 PAKTY MILITARNE PAŃSTW
| - Pełnym gazem tą drogą >>>>