- Pełnym gazem tą drogą
„— Pełnym gazem tą drogą! Musicie wyszukać skryte miejsce postoju dla kompanii. Za wami pogna reszta plutonów.
— Naprzód! Gaz do dechy! — przekazałem rozkaz kierowcy. Zaryczał silnik i czołg, niby koń dźgnięty ostrogą, skoczył na drogę.
Pędziłem wijącym się wśród pól traktem. Nigdzie żadnej osłony prócz pokaźnej, odosobnionej kępy drzew. Może tam spróbować Był to jednak stary cmentarz, otoczony grubym murem i głębokim rowem. Nie mając zamiaru wpakować się w tę pułapkę, pognałem dalej w kierunku majaczących na horyzoncie drzew. Czy zdążymy się tam dostać, nim lotnicy nas wykryją Bacznie omiatam wzrokiem niebo i mocno zaciskam kciuki — ot tak, na wszelki wypadek.
Udało się. Wpadłem do jakiejś wsi, wtulonej między kilka zagajników. Wymarzone miejsce nie tylko dla mojej kompanii, ale dla całego batalionu. Wybrałem poszczególnym plutonom stanowiska, dopilnowałem maskowania czołgów i usuwania śladów gąsienic. Teraz dopiero mogłem odetchnąć z ulgą, bo emocji było rzeczywiście sporo.
W kilka godzin później, chyba koło południa, nowy rozkaz podrywa nas do marszu, ale już nie na Żółkiew, lecz do Złoczowa. Wystarczyło spojrzeć na mapę — nie będziemy wspierać 10 brygady, gdyż przesuwamy się wyraźnie w kierunku odfrontowym. Niechybnie musiała więc powstać gdzieś „na górze" inna koncepcja użycia naszego batalionu. Jaka, trudno rozszyfrować.“(4)