Swit wstawał różowozielonkawy
„Swit wstawał różowozielonkawy. Smużył blaskami na krańcach dalekiej równiny. Jeszcze było szaro i dopiero gasły gwiazdy, gdy Toimniża opuścił skalne schronisko.
Podali sobie ręce i rozstali się bez słowa. Gordon widział z wysokości skalnej platformy jeźdźca i konia, jak zagłębiali się w gardziel ciemnej doliny, aż znikli za jej zakrętem, hen, wśród jałowych obszarów Bad Lands. Potem spojrzał w przeciwnym kierunku, gdzie preria rozlewała się szmaragdowym morzem, stwarzającym złudzenie płaszczyzny gęstych traw. W rzeczywistości były to tylko kępki rofiin poprzegradzane mieliznami piasków i żwirowatych pagórków. Złudzenie było wynikiem odległości.
Karol przyglądał się uważnie, ale nie ujrzał nic, co mogłoby przypominać oddział żołnierzy. Odnalazł tylko stadko płochliwych antylop, a wiele mil w prawo — czarną plamę sunącą bardzo wolno bizony. Nieco w lewo, i najbliżej, kłusował tabunek mustangów.
Preria budziła się i szła spać równocześnie. Puma, płowy lew amerykański, polująca na krańcach wzniesień, teraz, po nocnych łowach wracała na swe legowisko. Drapieżna sowa i tajemniczy lelek odleciały do gniazd i dziupli, wysoko, wysoko, gdzie szczyty górskie porastał las. Kojot krył się w norze, a grzechotnik wypełzał spod głazów, aby ogrzać się w promieniach wschodzącego słońca.“(11)