Z nocnego nieba szedł

Hostele |Kwatery lublin |posadzki epoksydowe

„Z nocnego nieba szedł coraz czerwieńszy blask, pokrywający różem jej dłonie, już splecione na kolanach. Było cicho. Jeno z oddali dochodziło metalowe gruchotanie mostu. Migały na nim świetlne pasma reflektorów przejeżdżających wozów.
— Mniej więcej pięć... pięć wozów na minutę — odezwała się po pauzie.
— Cha — roześmiał się. — Nie będzie mi pani mówiła, że liczy ile samochodów tam i nazad przejeżdża po moście.
— To bardzo proste — posłyszał. — Jeżeli średnio pięć powozów kołowych na minutę, to na dobę 7200.
— Fantas...! — zawołał. Ale w połowie słowa urwał. Albowiem uczuł się trochę nieswojo. Einstein, owszem
na swój sposób Einstein, tylko że... Tylko że skojarzyło mu się to jakoś z gmachem Sztabu Głównego, co dwoma swymi skrzydłami obejmował w tamtych czasach Grób Nieznanego Żołnierza. Po nocach paliły się tam czujne światełka. Za uszczelnionymi drzwiami bez przerwy pracowały radiostacje. Wyobraził sobie pokoje wypchane kartotekami i różnokolorowymi fiszkami. Matematyczna bystrość była tam na pewno mile widziana, głaskana, jeżeli nie zakatalogowana. Tylko że — znów! jakiego rodzaju fiszek A może, jeżeli są one liliowego lub dajmy na to zielonego koloru, to wówczas nie są głaskane... Wyraziła się „powozy kołowe". Tak kobiety zazwyczaj nie mówią, było w tym coś... ha. dziwne naprawdę pomyślenie.“(5)

<<<< - Pełnym gazem tą drogą | 8 Wirusy-9 Komórki in vitro-Wirusy >>>>

Wiersze |Mapa Polski |książki audio